I Festiwal Piwowarów Domowych

Za nami I Festiwal Piwowarów Domowych. Od dawna dało się słyszeć głosy, że podobnej imprezy, skupionej wyłącznie na piwowarstwie w skali domowej, w Polsce brakuje, zwłaszcza odkąd przestał istnieć pełniący podobną funkcję festiwal Birofilia. Dobrze się więc stało, że Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych zdecydowało się wziąć sprawy w swoje ręce.

Idea i pozytywy

Wydarzenie odbyło się 16 czerwca w Warszawie, w lokalu o nazwie Babka do Wynajęcia. Główną atrakcją była degustacja piw serwowanych przez około 50 piwowarów. Ogólny poziom wyrobów domowych jest mi dobrze znany, dzięki regularnemu sędziowaniu na konkursach, gdzie owszem, zdarzają się piwa bardzo dobre czy nawet absolutnie wybitnie, ale stanowią one jednak zdecydowaną mniejszość pośród ogromu piw mocno przeciętnych i naprawdę słabych. Poszedłem więc na festiwal z nastawieniem, że będę musiał przebrnąć przez sporo kiepścizny w poszukiwaniu perełek. Na szczęście zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony i musiałem posypać głowę popiołem.

I Festiwal Piwowarów Domowych 1

Nie wiem ile dokładnie piw spróbowałem, ale szacuję, że mogło ich być około 50. Z tego wszystkiego, napotkałem jedno naprawdę słabe piwo, gdzie piwowar sam przyznał, że coś poszło nie tak, ale skoro już piwo uwarzył, to przywiózł, żeby dowiedzieć się co konkretnie. Oprócz tego, trafiło się może z 5-10 piw nie do końca poprawnych. Cała reszta była co najmniej dobra, a przeważnie bardzo dobra lub rewelacyjna. Poziom zawdzięczamy zapewne całkiem sensownemu wyborowi piwowarów. Z założenia każdy oddział terenowy PSPD miał wybrać niejako delegację w postaci kilku osób. Wnioskuję, ze żaden nie chciał narobić sobie wstydu i byle kogo nie wysyłano.

Nie sposób nie wspomnieć o oprawie towarzyszącej serwowanym piwom. Ta przerosła moje oczekiwania chyba jeszcze bardziej, niż ich jakość. Część stoisk wyglądała znacznie ciekawiej i profesjonalniej od tych, które można spotkać na festiwalach u browarów komercyjnych. Można tu było znaleźć wszystko, zaczynając od świetnie wykonanych rzeczy oczywistych, takich jak neony, szyldy, czy wszelkiej maści mniejsze gadżety, a kończąc na sprzęcie didżejskim czy akwariach z rybkami.

Festiwal Piwowarów Domowych to jednak nie tylko degustacje. Odbyło się też sporo wykładów, których tematyka faktycznie wydawała się interesująca i nie były to zwykłe zapychacze. Tak przynajmniej prezentowały się na papierze. Rozdwoić się nie dało i przez skupienie na degustacjach i dyskusjach, przegapiłem zdecydowaną większość z nich. Bardzo intrygująco wyglądały również warsztaty, pozwalające zdobyć odrobinę bardziej zaawansowaną wiedzę o obchodzeniu się z drożdżami w warunkach domowych. Do tego stoiska branżowe, food trucki i cała standardowa festiwalowa klasyka.

Festiwal Piwowarów Domowych 2

Podczas imprezy ogłoszono także wyniki I Mistrzostw Polski Piwowarów Domowych, znanych wcześniej jako Grand Champion. Najbardziej prestiżowy tytuł w polskim piwowarstwie domowym zdobył tym razem Adam Necel za piwo w stylu Wheat Wine.

Piwo

Nie prowadziłem żadnych notatek z degustacji, nie będę się więc rozpisywał na temat konkretnych piw. Jeśli jesteś czytelnikiem, który nie był na festiwalu, to i tak zdecydowanej większości z nich nigdy nie będziesz miał okazji spróbować. Wymienię jednak pokrótce swoją osobistą czołówkę. Być może zainteresuje to kogoś kto był. Poza tym szkoda nie wspomnieć nawet słowem o tak kapitalnych piwach i pozwolić im zostać zapomnianymi.

Festiwal Piwowarów Domowych

Zacznijmy od Solera Sour Ale Piotra Brzezińskiego z browaru la brasserie en spirale. Wyśmienite i bardzo złożone piwo powstałe w wyniku blendu różnych roczników piw dzikich i kwaśnych. Rewelacją było też Lemon Ice Cream Ale Janka Gadomskiego (Alderaan Brewery). Kojarzyłem je z zapisków Janka na piwo.org i zawsze byłem zaintrygowany jak faktycznie smakuje. Efekt przerósł moje oczekiwania. Piwo to przypomina niemal jeden do jednego sorbet cytrynowy w formie płynnej. U wyżej wymienionych panów ogólnie nie można było się nudzić. Wszystkie piwa ciekawe i na bardzo wysokim poziomie.

Na wyróżnienie zasługują też APA z limonką, kolendrą i habanero Maksa Krawczyka (Krawczyk Beerworks), Berliner Weisse z malinami Roberta Kaczmarzyka (Dom Pachnący Żywicą), Milk Stout z masłem orzechowym i kakao Grzegorza Adamczyka (Browar Nuta), American Wheat z marakują Łukasza Bachora (Browar Bachus) oraz last but not least – Grodziskie z… dodatkiem pieczonej papryki, zaserwowane ‚spod lady’ przez Michała Jarosińskiego z Browaru Novicjusz. Piszę z głowy, więc na pewno kilka równie świetnych piw mi umknęło, za co przepraszam ich autorów.

Festiwal Piwowarów Domowych 3

Negatywy

Jak to przy pierwszej edycji imprezy tej wielkości, nie mogło się obyć bez kilku wpadek. Pierwsza z nich to klimatyzacja. O ile przy oknach czy na parterze było zupełnie przyjemnie, tak przebywanie w wewnętrznej sali na piętrze przypominało spacer po Saharze. Sam wytrzymywałem tam raptem kilka minut i uciekałem w inne części budynku. Szczerze współczuję piwowarom, którzy mieli tam swoje stoiska. Trzeba jednak oddać organizatorom, że nieustannie podejmowali walkę z problemem. Sprowadzano kolejne wentylatory i próbowano jakoś załagodzić sytuację, jednak z mizernym efektem. No cóż, trudno. Wszystkiego się przewidzieć nie da i z pewnością następnym razem mankament ten zostanie poprawiony.

Festiwal Piwowarów Domowych 4

Największą klapą była jednak nie klimatyzacja, a aplikacja do oddawania głosów na najlepsze piwo. Pierwszą niedogodnością były problemy z jej obciążeniem i prędkością działania. Załadowanie jednej strony trwało wieki. Sam oddałem może 4 czy 5 głosów. Miałem naprawdę szczere chęci, walczyłem ile mogłem, ale odpuściłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że stoję od 15 minut i patrzę się w telefon próbując cokolwiek zdziałać, zamiast czerpać przyjemność z festiwalu. Uważam jednak, że nawet przy tak wolnym działaniu, dałoby się z niej korzystać, gdyby była sensownie zaprojektowana. A to niestety było porażką na całej linii.

Pojęcie user experience musiało być autorom zupełnie obce. Zagłosowanie na jedno piwo wymagało najpierw kliknięcia w przycisk otwierający listę piw, następnie znalezienie na niej interesującej nas pozycji (co wbrew pozorom również było nie lada wyzwaniem, bo nie poradzono sobie nawet z prawidłowym posortowaniem listy składającej się z liczb naturalnych), następnie kliknięcia w wybrane piwo, kliknięcia w ocenę, kliknięcia w przycisk tę ocenę wysyłający, po czym przenoszeni byliśmy nie do listy piw, ale z powrotem na ekran startowy, który wymagał jeszcze jednego kliknięcia, aby powrócić na listę. Oczywiście na jej początek, a nie w miejsce, gdzie ją opuściliśmy. Niestety, ale nie da się tu znaleźć ani jednego pozytywu. Korzystanie z tej aplikacji było przyjemnością porównywalną ze słuchaniem drapania po styropianie.

Festiwal Piwowarów Domowych

Żeby nie było, że krytykuję a nic nie sugeruję – przykładowy pomysł na działanie takiej aplikacji to lista, na której znajdujemy piwo, klikamy w nie, po czym bez przeładowania strony wysuwa się 5 przycisków z ocenami, klikamy w ocenę, co ponownie powoduje wysłanie oceny bez przeładowania strony. W ten sposób oddajemy głos w 2 kliknięciach i pozostajemy na liście tam gdzie byliśmy. Jakkolwiek sprawa zostanie rozwiązana, to na pewno zagłosowanie na jedno piwo nie może wymagać 5-7 kliknięć, zwłaszcza jeśli każde powoduje załadowanie nowej podstrony.

Podsumowując…

Doczekaliśmy się powiewu absolutnej świeżości na polskiej scenie festiwalowej. Dla „zwykłych” entuzjastów piwa była to okazja do spróbowania mnóstwa ciekawych i wysokich jakościowo wyrobów, niekiedy jeszcze bardziej zwariowanych niż i tak już dobrze odjechane piwa komercyjne. Piwowarzy domowi mogli wymienić doświadczenia i zebrać mnóstwo inspiracji. Jestem również przekonany, że wiele osób nieśmiało przymierzających się do pierwszego warzenia w domu, po tej imprezie przełamie się i zabierze do roboty. Niedociągnięcia owszem wystąpiły, ale jak na pierwszą edycję festiwalu tej wielkości, było ich naprawdę niewiele. Gratulacje dla organizatorów i mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!