Craft Beer Camp 2018

Na Craft Beer Camp wybrałem się po raz pierwszy w ubiegłym roku i choć zrobił on na mnie ogromne wrażenie, to nie napisałem wtedy na blogu ani słowa. Nie pamiętam czy wynikało to z braku weny czy zwykłego wakacyjnego lenistwa. Nie ma to już w sumie znaczenia. Ważne, że tym razem postanowiłem się poprawić, bo nie godzi się pisać o innych festiwalach, a nie wspomnieć ani słowem o tak zacnym wydarzeniu.

Craft Beer Camp 1

Craft Beer Camp odbywa się pośrodku niczego, w Annopolu, koło Środy Wielkopolskiej, na terenie przylegającym do browaru Gzub. Może się wydawać, że wyrażenie „pośrodku niczego” ma wydźwięk pejoratywny, ale w tym przypadku tak zdecydowanie nie jest. Jak sama nazwa wskazuje, mamy do czynienia z pewnym rodzajem campingu. Nocleg pod namiotami i otaczające ze wszystkich czterech stron pola nadają temu wydarzeniu cały klimat.

Mimo tego lokalizacja nie sprawia większych problemów z dojazdem. Samochodem dostaniemy się tutaj zupełnie bezproblemowo. Bez samochodu trzeba dotrzeć do Środy Wielkopolskiej, skąd na miejsce zabierze nas klimatyczna, zabytkowa kolejka wąskotorowa.

Craft Beer Camp 2

A co można robić na Craft Beer Camp, jak już na niego dotrzemy? Można zagrać w piłkę, w Klaska czy w pokera. Można zwiedzić browar Gzub. Można wysłuchać jednego z wielu kameralnych koncertów. Można posilić się w kilku food truckach. W tym roku można było również obejrzeć mundialowe zmagania. No i oczywiście można napić się dobrego piwa. A o te zatroszczyło się 18 zaprzyjaźnionych browarów, w tym 2 zagraniczne. Liczba ta rzecz jasna nie robi na nikim wrażenia. Wszakże każdy większy festiwal, których jest ostatnio na pęczki, oferuje znacznie szerszy wybór. W kameralności Craft Beer Camp tkwi jednak jego siła. Nie przyjeżdżasz tutaj biegać za kolejnymi premierami, ani ustawiać się w kolejce do jedynej beczki największego sztosa na festiwalu na godzinę przed jej podpięciem. Przyjeżdżasz tu po prostu, po ludzku napić się piwa w świetnym towarzystwie.

Craft Beer Camp 5

Nastrój jest mocno wakacyjny, totalnie niezobowiązujący i udziela się nie tylko uczestnikom, ale i wystawcom. Ciężko w ogóle mówić o wystawcach, bo każdy z nich jest tutaj także uczestnikiem, a i uczestnicy stają się czasami wystawcami. Jeśli ktoś chce poznać lepiej twarze stojące za znanymi polskimi browarami, to nie ma ku temu lepszej okazji. Czasu na dyskusje jest mnóstwo, nikt się nigdzie nie spieszy i nikogo nie zbywa. Ci najbardziej zatwardziali potrafią dyskutować do wczesnych godzin porannych, a konsensus celebrować wspólnym śpiewem.

Craft Beer Camp 3

Z kwestii bardziej technicznych warto wspomnieć, że piwo jest lane przez wszystkie browary w małych pojemnościach – 300ml i 150ml, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, którego brakuje na wielu dużych festiwalach. Jeśli ktoś stroni od spania pod namiotem, to krążą plotki, że w niedalekiej okolicy da się znaleźć jakieś hoteliki, choć sam uważam, że przyjechać na Craft Beer Camp i nie spać pod namiotem (lub ewentualnie w samochodzie), to mocno okrojone doświadczenie. Browar Gzub udostępnia nieskazitelnie zadbany trawnik i zupełnie przyzwoitą strefę sanitarną, więc nie ma się czego bać. Świetnie radzą sobie tutaj nawet całe rodziny z małymi dziećmi.

Przy typowej relacji z piwnej imprezy, gdzieś tutaj znalazłby się akapit z krótkimi opisami spróbowanych piw. Tym razem go nie będzie i pewnie już się domyślacie czemu. Piwa czasami dobrze jest się po prostu napić, bez rozkładania go na czynniki pierwsze i notowania wrażeń. A przy sielskiej atmosferze panującej na Craft Beer Camp, takie podejście do sprawy staje się dla wielu całkiem naturalne i mi także się udzieliło.

Craft Beer Camp 4

No to słowem podsumowania – jeśli ktoś jest stałym bywalcem piwnych festiwali, a nigdy nie był na Craft Beer Camp, to powinien tę sytuację jak najprędzej poprawić. Drugiego takiego festiwalu po prostu nie ma. Nie będę mówił czy jest najlepszy, bo to już jest całkowicie subiektywna sprawa, ale na pewno jest jedyny w swoim rodzaju i oferuje coś zupełnie innego niż wszystkie inne. A jeśli ktoś już był, to jestem pewien, że na powrót namawiać go nie trzeba. Pozostaje tylko podziękować ekipie browaru Gzub za wytrwałą, coroczną organizację tej imprezy i odliczać dni do przyszłorocznej edycji.