Beer Geek Madness 6 – Intense

Dobrze już wszystkim znane Beer Geek Madness odbyło się po raz szósty. Zeszłoroczną edycję musiałem sobie odpuścić, apetyt był więc zaostrzony, podobnie jak ciekawość tego, w jakim kierunku wyewoluowało to wydarzenie.

Intense!

Jak się okazało, specjalnie wielkiej ewolucji nie było, ale wbrew pozorom jest to pozytyw. Dwie najważniejsze cechy, wyróżniające Beer Geek Madness na polskiej scenie festiwalowej, czyli miejsce i forma, pozostały bez zmian. Wszystko nadal odbywa się w niezwykle klimatycznych Zaklętych Rewirach, w bardzo wygodnej formule “płacisz raz, degustujesz ile chcesz”.

Tym razem hasło przewodnie brzmiało “Intense”, a w roli gości specjalnych wystąpiły czołowe browary hiszpańskie. Wyrobów kilku z nich miałem już okazję spróbować podczas wizyty w Barcelonie i pozytywnie te próby wspominam, tym bardziej byłem więc zaintrygowany tym co zaprezentują we Wrocławiu.

Beer Geek Madness 6

Nie zabrakło też oczywiście browarów polskich, których liczba rośnie z edycji na edycję i tym razem dobiła do 32. Jak co roku, każdy z nich prezentował jedno piwo “topowe” i jedną premierę. Niepisana zasada mówi, że piwa premierowe warzone na Beer Geek Madness powinny być nieco ekstrawaganckie czy eksperymentalne. Dosadnie na tym przykładzie widać z jakim impetem rozwija się polska piwna rewolucja. Jeszcze 2-3 lata temu za mocno odjechane uchodziło piwo kwaśne, dzikie, leżakowane w beczce czy też ze słodem wędzonym torfem lub owocami. Teraz to już zupełny standard, a żeby zaskoczyć rodzimego beer geeka, do piwa trzeba wrzucić na przykład… bycze jądra. Ewentualnie zastosować wszystkie dodatki z poprzedniego zdania na raz, a potem jeszcze takie piwo wymrozić. Niektórzy pewnie powiedzą, że to nie rozwój, tylko zjadanie własnego ogona, ale to już temat na osobną dyskusję.

Zwiększenie liczby browarów odbyło się kosztem dodatkowych wystawców, którzy z piwem związani byli luźno lub nawet wcale. Wielkiej straty tutaj nie odczułem. Zostało tylko kilka “niepiwnych” stanowisk, ale za to nie były to zapychacze, a coś czym faktycznie można było się zainteresować. Wspomnieć trzeba przede wszystkim o stoisku cydrowym, gdzie mnóstwo osób zauroczyło się bardzo fantazyjnym cydrem z masłem orzechowym i laktozą od Cydr Pełnia. Oprócz tego znaleźć można było degustację ostrych sosów, z której sam bardzo chętnie skorzystałem, czy oryginalne hiszpańskie tapasy. Nie mogło zabraknąć rzecz jasna strefy gastronomicznej, ale o niej niestety nie mogę nic powiedzieć, gdyż przed imprezą zrobiłem sobie na tyle solidny podkład, że wystarczył mi aż do końca.

Beer Geek Madness 6

A co jeśli chodzi o minusy? Po pierwsze, po raz kolejny zamknięty dach. Podobno wymaga on remontu i nie ma obecnie możliwości wpuścić tam ludzi. Szkoda, bo jest to chyba najbardziej klimatyczne miejsce w Zaklętych Rewirach. Po drugie, tłok. Jeszcze bez tragedii, ale byliśmy przy samej górnej granicy akceptowalności. W pobocznych salach było jeszcze całkiem znośne, ale przeprawa przez korytarze czy salę główną nie należała do komfortowych. Z tego powodu nie opowiem Wam za wiele o wydarzeniach na głównej scenie. Nie wydawały się one na papierze na tyle interesujące, żeby warto było stać w ścisku. No i na koniec – łazienki, choć to już uwaga bardziej do uczestników niż organizatorów. Naprawdę nie wiem co trzeba robić, żeby po kilku godzinach imprezy poziom wody, moczu, czy strach pomyśleć czego jeszcze, znajdujący się na podłodze, niebezpiecznie zbliżał się do wysokości kostek.

Wszystko to jednak małe niedociągnięcia, które ciężko całkowicie wyeliminować przy wydarzeniu tej wielkości. Całokształt jest zdecydowanie na plus, a Beer Geek Madness ma się doskonale mimo upływu lat, co potwierdza wyczerpanie biletów już w przedsprzedaży. Tyle jeśli chodzi o samą imprezę, przejdźmy do konkretów.

Piwo zagraniczne

Goście z półwyspu Iberyjskiego dobrze się spisali i na poziom piw nie można było narzekać. Szkoda tylko, że nie każdy browar stawił się z osobistą reprezentacją. Nie jest tajemnicą, że jedną z największych zalet piwnych festiwali jest możliwość zamienienia paru słów z piwowarami i wymiany doświadczeń. Dla spragnionych trochę większej ilości szczegółów, zostawiam bardzo krótkie notki na temat wypitych piw.

Garage, NO/COUNTRY (Imperial Stout). Mocna kawa, ewidentnie z jej faktycznego dodatku a nie odsłodowa, trochę nut porzeczkowych. Treściwe, lekko szorstkie. Może być. Trochę na jedno kopyto, zdominowane przez kawę, co jest niezbyt w moim klimacie.

Garage, Silver Peel (Barcelona Weiss z czerwonymi owocami). Bardzo mocna kwaśność, czerwone owoce, głównie malina. Cierpkie, rześkie. Bardzo dobry, intensywny kwas.

Beer Geek Madness 6

Laugar / Perro Libre, Braskadi (RIS z kakaowcem, rodzynkami i palo santo). Wyraźny, niezidentyfikowany zapach czegoś, co z pewnością jest wspomnianym palo santo. Przypomina trochę lukrecję i słodkie ciasto. Oprócz tego nuty słodkiej czekolady, kakao. Treściwe i bardzo gładkie. Jedno z najciekawszych piw zagranicznych.

Laugar, Black Tundra (RIS z płatkami cedrowymi). Kawa, gorzka czekolada, śliwka. Podobnie jak poprzednik ten też jest świetnie treściwy i gładki. Cedru nie wyczułem, ale RIS bardzo dobry.

Laugar, Random #90 (Wood Aged Strong Ale). Wyraźne aromaty utlenione, sherry, karmelu. Oprócz tego dąb i mocne taniny. Takie w klimatach Old Ale, całkiem przyzwoite.

In Peccatum, Diabolus 2017 (Bourbon BA Quadrupel). Owoce, śliwka, czereśnia, bardzo dobrze zbalansowane z nutami dębowymi i waniliowymi. Średnia treściwość i nieco przeszkadzający alkohol. I to w zasadzie jedyna wada tego piwa, bo poza tym jest świetne.

In Peccatum, Black Inverno (Imperial Stout). Jakieś nuty ala wędzone kojarzące się z wędzonką dębową. Lekki karmel, czekolada, kawa. Treściwość średnia jak na styl. Dobre.

In Peccatum, Juicy Double IPA (Imperial IPA). Wyraźna brzoskwinia i słodkie owoce tropikalne, melon, mango. Bardzo dobrze schowana słodowość, średnia goryczka. Świetne, pije się lżej niż nie jedno klasyczne IPA.

La Pirata, Black Block (RIS Bourbon BA). Wyraźna beczka, wanilia, migdały, lekki kokos. Oprócz tego czekolada, praliny. Treściwe, gładkie, bardzo dobre.

La Pirata, Lab 009 (Barleywine). Rześki aromat chmielowy, owoce tropikalne, żywica. Słodowość wyraźna, ale nie mdła, bez wyraźnego karmelu, bardziej herbatnikowa. Bardzo treściwe, wręcz oleiste, gładkie. Super.

La Pirata, Hard Decision (Imperial Oatmeal Stout). Charakterystyczny aromat owsa i  słodkiej czekolady. Całkiem treściwe i kremowe, ale przy tym zdecydowanie wytrawne i goryczkowe. Dobre.

La Pirata, Ay, Carmela! (Imperial IPA). Mdłe owoce tropikalne, mango, melon. Trochę zbożowej słodowości. Goryczka trochę za niska jak na moje standardy. Takie trochę w stronę New England.

La Quince / Guineu, Vanilla Black Velvet (Imperial Stout). Aromat dosyć subtelny. W smaku już o wiele lepiej – mocna wanilia, słodka czekolada, kakao. Gładkie, dobre.

La Quince, Belle Framboise (Quadrupel z malinami). Wyraźne estry, lekkie utlenienie, pieprzno-goździkowe fenole, bardzo lekkie maliny, średnio treściwe. W porządku.

La Quince / Bidassoa / Drunken Bros / Gross, Hop Hunters (India Pale Lager). Cytrusy, liczi, lekka trawiastość. Trochę estrów, nie czuć, że to dolna fermentacja. Lekko karmelowe. Szału nie ma, przeciętniak.

Beer Geek Madness 6

Edge Brewing, Pure Decadence (Imperial Stout). Słodka czekolada, trochę czerwonych owoców, lekka kawa. Dosyć treściwe z raczej wytrawnym balansem. Bardzo dobre.

Edge Brewing, Tangerine Skies (IPA?). Bardzo mocne nuty mandarynki i limonki. Bardzo dobrze schowana słodowość. Rześkie ze średnią goryczką. Rewelacyjna pijalność. Chyba najciekawsza IPA festiwalu.

Naparbier, Obsequium (Belgian Dark Strong Ale z malinami). Wyraźne estry, czereśnia, śliwka, malina. W smaku jeszcze wyraźniejsza malina w towarzystwie pieprznych fenoli i wysokiej treściwości. Bardzo dobre.

Piwo polskie

Tutaj również bardzo wysoki poziom. Chyba nie skłamię jeśli powiem, że najlepszy jaki spotkałem na dotychczasowych edycjach Beer Geek Madness. Trafiło się kilka piw przeciętnych, ale nie wypiłem chyba żadnego naprawdę słabego. Tradycyjnie wszyscy uczestnicy mogli głosować na najlepsze piwo festiwalu, tzw. Beer Geek Choice. Zwyciężył, notabene już po raz drugi, browar Widawa. Sam się z tym werdyktem całkowicie zgadzam, bo piwo było wyśmienite. Ale po kolei.

Absztyfikant, African Pombe (Schizo Ale). Piwo fermentowane drożdżami z rodzaju Schizosaccharomyces pombe. W smaku i aromacie estry w stronę banana, kwaśnego jabłka. Do tego zauważalnie podniesiona kwaśność i trochę zbożowości. Szału nie robi, ale za eksperyment i tak ogromnie szanuję. Alternatywne gatunki drożdży to niezwykle ciekawy temat, na popularyzację którego z niecierpliwością czekam.

Maryenstadt, Gwiazda Północy (Imperialny Porter Bałtycki z suszonymi figami i wędzonymi śliwkami). Zaskakująco wyraźnie figowe w aromacie. W smaku już do głosu dochodzi bardziej wędzona śliwka, słodka czekolada, likier. Balans odrobinę za słodki, ale piwo i tak bardzo przyjemne.

Spółdzielczy, Lodołamacz Sauvignon Blanc BA (Wymrażana DIPA Wine BA). Mocno słodowe, trochę karmelowe. Chmiel średni, cytrusowy, trochę trawiasty. Beczka bardzo subtelna. Goryczka średnio wysoka, trochę alkoholowe. Treściwe, grzeje w przełyk. Może być.

Szałpiw, Un Temperamento Ardiente (Dark Chocolate Hot Strong Ale). Słodka czekolada, kakao, toffie jak w szkockich ale. Słodkie, gładkie, deserowe. Ostrości nie zauważyłem, ale w tej kwestii mam mocno podniesioną tolerancję. Przyjemne piwo dla lubiących słodki balans.

Widawa, fRISs freak! (Wymrażany Imperial Tropical Stout BA). Mocno owocowo-tropikalne, zdecydowanie głównie od owoców, a nie chmielu. Do tego lekki dąb i  słodka czekolada. Alkohol praktycznie niewyczuwalny a to przecież całe 15%! Rewelacyjnie gładkie i treściwe. Pierwsze piwo z mojego TOP3 jeśli chodzi o browary polskie i zasłużony zwyciężca Beer Geek Choice.

Pinta, Sangriale (Ale z owocami używamymi do Sangrii, dodatkowo zaserwowane z kawałkami owych owoców). Zdecydowanie owocowe i trzeba przyznać, że owoce te faktycznie budzą skojarzenie z Sangrią. Do tego odrobina owocowej chmielowości. Orzeźwiające i smaczne.

Birbant, OX (Sour Brett RIS Whisky BA z wiśniami). Wyraźna beczka, dąb, lekka wanilia. Trochę owocowych brettów dobrze komponujących się z wiśniami i lekka kwaśność. Do tego sporo gorzkiej czekolady i tanin. Treściwość jak na RISa niska, co przy brettach nie dziwi, ale też zupełnie nie przeszkadza. Kolejna pozycja z mojego TOP3 festiwalu. Oby więcej piw w tym kierunku na rynku.

Golem, Double Dybuk Rioja BA (Imperial Rye Porter z solą Red Wine BA). Treściwe, nieco oleiste, z wyraźnymi posmakami gorzkiej czekolady, kawy, przyjemnie skomponowanymi ze stonowanymi czerwonymi owocami i taninami od beczki. Świetnie zbalansowane. Czołówka festiwalu, w moim rankingu zaraz za podium.

Brokreacja, CorrIPA (IPA z japaleno i byczymi jądrami). Wyraźne chmielowe cytrusy, słodowość wycofana, rześkie. Smaczna IPA, ale ani jalapeno ani byczych jąder tu nie czuję (i chyba całe szczęście).

Dear Bear, Beer Geek Tart (Tart & Salty Passionfruit Orange Sour IPA). Chmielowe i kwaśne w aromacie. W smaku średnio niska kwaśność, sól, wyraźny chmiel, owoce tropikalne. Bardzo dobre.

Piwoteka, Dżonka Tomka (Thai Sour Coconut Ale). Trawa cytrynowa, przyprawy, kokos w aromacie. W smaku średnio wysoka kwaśność rewelacyjnie zbalansowana ze słodyczą od kokosa i przyprawowymi akcentami. Dziwnie wyglądający na papierze pomysł, który okazał się zarówno dobrze pomyślany jak i zrealizowany. Próbowane pod koniec imprezy, niemalże przegapione, z impetem wdarło się do mojego TOP3. I nie tylko mojego, bo zgarnęło drugie miejsce zaraz za Widawą.

Piwoteka, Warka Obiecana (Buckwheat Wine). Obok gryczanego barleywine również nie mogłem przejść obojętnie. Okazało się ono słodkie, miodowe, lekko gryczane. Nieco mdłe i za słodkie, ale szanuję za niekonwencjonalny pomysł.

Kazimierz, Guacamale (Blond Ale z guacamole). Kolendra, zielony ogórek, trochę warzywne klimaty, rześkie. Może być. Nietypowy eksperyment, który znalazł zarówno swoich fanów jak i przeciwników. Choć tych pierwszych było chyba więcej, bo udało mu się zgarnąć 3 miejsce w Beer Geek Choice.

Harpagan, Schiza Heretyka (Coffee & Chocolate Extra Stout). Wyraźna i bardzo szlachetna kawa, bez żadnych nut fusowych czy fasolowych, które zdarzają się w piwach z kawą nagminnie. Oprócz tego trochę czekolady i szczypta karmelu. Bardzo dobre.

Cztery Ściany, Hacjenda (Citrus Farmhouse Ale). Mocny zest, aż odrobinę mydlany, ale dla mnie jeszcze akceptowalny. Trochę pieprznych fenoli. Rześkie, dobre.