Beer Geek Madness 3

Za nami kolejna, trzecia już, edycja Beer Geek Madness. Tym razem oprócz polskich rzemieślników Wrocław gościł reprezentantów niemieckiej sceny craft. Wspólnie mieli oni przekraczać granice, zgodnie z towarzyszącym tej edycji hasłem „Push the Boundaries”. Jak bardzo owe granice zostały przekroczone i czy impreza trzyma wysoki poziom znany z jej poprzednich wydań? Zapraszam do relacji.

Beer Geek Madness 3

Co po nowemu a co po staremu?

Miniona edycja, tradycyjnie już, odbyła się we wrocławskich Zaklętych Rewirach i bardzo dobrze, bo miejsce to sprawdza się znakomicie. Bezproblemowo mieści wszystkich zainteresowanych, jednocześnie oferując niezwykle unikalny klimat.

Istotną zmianą w stosunku do kwietniowego BGM było wprowadzenie pakietów, które upoważniały do próbowania wszelkich piw beczkowych na terenie festiwalu w nieograniczonej ilości. Najtańszy taki pakiet kosztował 89zł i obejmował wspomniane piwo plus szkło. Rozwiązanie to moim zdaniem okazało się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Wszystkie piwa lane były w degustacyjnej pojemności 150ml, co może wydawać się ilością niewielką, ale podczas trwania imprezy doszedłem do wniosku, że 100ml wystarczyłoby w zupełności.

W związku z takim obrotem spraw udało mi się zdegustować około 30 różnych piw. Wartość nie do pomyślenia w przypadku innych wydarzeń tego typu. I na tym właśnie powinien moim zdaniem polegać rasowy piwny festiwal – próbowaniu dużej maści piw w małych ilościach, a nie wejściu, wypiciu pięciu półlitrowych kufli i zabraniu się do domu. Gdy dodamy do tego fakt, że opłata jest stała i nie musimy podczas imprezy kalkulować i zastanawiać się jak bardzo uszczupliliśmy już portfel, otrzymujemy naprawdę bajkowy scenariusz. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma a organizatorzy innych piwnych imprez zaczną podążać w podobnym kierunku.

Warto dodać, że pomimo teoretycznie nieograniczonego dostępu do piwa, na terenie festiwalu panowała cały czas wysoka kultura. Przez całą noc naliczyłem chyba tylko jedną osobę śpiącą gdzieś na stole. Wydaje mi się też, że ludzi było mniej niż pół roku temu, ale nie była to jakaś porażająca przepaść. Dla mnie, jako uczestnika, wyszło to nawet trochę na plus. Kolejki do piw w zasadzie nie istniały lub były bardzo małe, a po obiekcie można było poruszać się całkiem swobodnie, podczas gdy przy ostatniej edycji czasami panował lekki ścisk. Być może pewien wpływ miał na to otwarty już od samego początku dach.

Beer Geek Madness 3

Dach Zaklętych Rewirów.

Piwa dostępne podczas BGM można podzielić w zasadzie na trzy obozy: piwa polskie, piwa niemieckie i piwa ze świata dostępne na dachu w ‚Post Scriptum’ od 23:00. Wszystkich można było próbować w cenie wejściowego pakietu. Nie przybliżę każdego, które próbowałem, bo jest tego zbyt dużo i przeważnie notowałem sobie tylko coś ogólnikowo po jednym zdaniu. Skupię się natomiast na ogólnym poziomie i piwach, które zapadły mi w pamięci.

Piwa polskie

Piwa polskie trzymały dosyć przyzwoity poziom. Większość nie przejawiała wyraźnych wad, ale też żadne z nich nie wyrwało mnie z butów. Ogólny trend to zdecydowanie piwa kwaśne, głównie Berliner Weisse i wszelkie wariacje na jego temat: wersje owocowe, ciemne czy pochodne style takie jak Gose i Lichtenhainer. Osobiście bardzo lubię piwa kwaśne, choć bardziej te kwaśne i dzikie jednocześnie, w stylu piw flandryjskich czy Lambików. Tych u nas wciąż brakuje i mam nadzieję, że ich natarcie będzie jednym z kolejnych kroków w polskiej piwnej rewolucji, choć z pewnością są to piwa technicznie trudniejsze.

Na plus na pewno wyróżniłbym Very Bloody Berliner z Piwnego Podziemia czyli Berliner Weisse z aronią. Odpowiednio kwaśne, rześkie z posmakiem aronii nie do pomylenia z niczym innym. Równie dobrze wypadł Porter z jagodami i kajmakiem z browaru Hopium, czyli Blue Berrymore. Treściwe, owocowe, z wyraźnymi nutami ciemnych słodów. Nie mniej ciekawą pozycją było F*ck the Boundaries z Brokreacji czyli Imperial Hoppy Gose. Treściwe, chmielowe, kwaśne i lekko słone. Mile zaskoczyłem się również wędzoną pszenicą od Doctor Brew – pierwsze od dawna piwo doktorów nie przeładowane chmielami i z całkiem dobrym balansem.

Główna sala.

Główna sala.

Były też browary, które przekraczanie granic potraktowały bardzo dosłownie. Jednym z nich był Birbant, który uraczył nas Curry Wurst, czyli wędzonym Saisonem z dodatkiem przypraw do curry. W praktyce był to podobno tylko kardamon, kolendra i pieprz, ale w połączeniu z wędzonką wystarczyło to, żeby otrzymać piwo smakujące jak… kiełbasa. Eksperymenty piwne zawsze szanuję i popieram, jednak smak kiełbasy to mimo wszystko nie jest to, czego oczekuję od piwa. Unikalne z całą pewnością, ale przyjemność z picia dosyć wątpliwa. Nie przekonał mnie również Lodzermensch z Piwoteki, czyli historyczne Chocibuskie, choć sądząc po opiniach innych osób byłem w zdecydowanej mniejszości. Miodowa słodycz na finiszu piwa kwaśnego to z pewnością coś, czego jeszcze nie było, ale w mojej subiektywnej ocenie nijak to do siebie pasuje.

Tegorocznym Beer Geek Choice wybranym przez uczestników został Cyrulikwędzony Berliner Weisse lub jak kto woli Lichtenhainer z browaru Profesja. Piwo smaczne, ale moim zdaniem za mało kwaśne. Podchodziło bardziej pod klasyczne Grodziskie. Inna sprawa, że moim pierwszym piwem wieczoru był Original Ritterguts Gose, po którym wiele polskich kwachów sprawiało wrażenie za mało kwaśnych.

Piwa niemieckie

Pośród piw niemieckich można było znaleźć te lepsze i te gorsze. Ogólnie poziom również uważam za całkiem przyzwoity. Na dużą uwagę zasługuje Methusalem, czyli Adambier z browaru The Monarchy. Jest to historyczny styl, który miałem okazję spróbować po raz pierwszy w życiu. Jak udało mi się doczytać przed festiwalem, jest to piwo o wysokim ekstrakcie i mocy (około 10%), ciemne, kwaśne i mocno goryczkowe. Przeważnie było również leżakowane w beczkach i zawierało wędzony akcent wynikający ze specyfiki używanych dawniej słodów. Piwo w interpretacji The Monarchy bardzo dobrze odzwierciedlało ten opis i było to najciekawsze z niemieckich piw jakie udało mi się spróbować.

Przedstawiciele niemieckiej sceny craft. U nas shakergate, a Niemcy piją przez słomkę i się nie przejmują ;)

Przedstawiciele niemieckiej sceny craft. U nas shakergate, a Niemcy piją przez słomkę i się nie przejmują ;)

Na uwagę zasługuje też Viking Gose z tego samego browaru, które moim zdaniem zostawiło w tyle wspomniane wcześniej Original Ritterguts Gose, reklamowane przed imprezą jako jedno z najlepszych Gose na świecie. Ciekawą pozycją było też SunRiseSession IPA z BrauKunstKeller o zawartości alkoholu… 2.9%. Nie można mu odmówić pijalności, chociaż widząc IPA o ekstrakcie 8% zacząłem się zastanawiać, czy specyfika stylów i nazewnictwa nie podąża w trochę dziwnym kierunku.

Niemcy zaserwowali całkiem sporo piw w stylu IPA i Saison, w tym wiele opartych na ich rodzimych nowofalowych chmielach. Nie zabrakło też klasyków typowych dla tego kraju takich jak Pilsner czy Schwarzbier.

‚Post Scriptum’ czyli piwa ze świata

Mimo, że jak sama nazwa wskazuje, miały być tylko dodatkiem do imprezy, wyczekiwałem na nie najbardziej. Jak się okazało nie tylko ja. Piwa zaczęto serwować od 23:00 i kolejka od samego początku była ogromna. Będąc przy samym barze czułem się jak pod sceną na koncercie rockowym. Ścisk i napór tłumu ze wszystkich stron. Na szczęście z czasem szał minął i chyba wszyscy załapali się na większość piw, które mieli na oku. Trudno się takiemu obrotowi spraw dziwić, bo walczyć było o co. Niektóre piwa były absolutnie rewelacyjne.

Zwycięzcą i zdecydowanym piwem całego wieczoru został dla mnie Omniprairie aka Abundantia czyli Imperialny Sweet Stout z dodatkiem karmelu, kakao, wanilii i laktozy o zawartości alkoholu 10%. Piwo to wywróciło do góry nogami moje wyobrażenie o Sweet Stoutach, których wielkim fanem nigdy nie byłem. Bardzo wysoka treściwość i słodycz z wyraźnymi nutami karmelu i wanilii, doskonale zbalansowana smakami palonych słodów i lekkim akcentem alkoholowym.

Zacięta walka o najlepsze kąski.

Zacięta walka o najlepsze kąski.

Kolejne rewelacje to Bible Belt, bardzo bogaty i treściwy imperialny stout o zawartości alkoholu 13% czy dziki Barleywine leżakowany w beczkach z browaru Westbrook, łączący w sobie dużą treściwość z kwaśnością i niezwykle mocnym, kokosowym aromatem beczki. Ten sam browar zaprezentował rewelacyjne Gose. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo większość piw serwowanych na dachu zostawiła daleko w tyle te z głównej części imprezy, co tylko zwiększa jej atrakcyjność, bo tak naprawdę samo ‚Post Scriptum’ było warte wydania tych 89 złotych.

Beer is Art, koncerty i gastronomia

Imprezie tradycyjnie już towarzyszyła strefa Beer Is Art i szereg atrakcji nie związanych z piwem, takich jak ręcznie malowane koszulki, projekcje jakichś filmów, stoiska fryzjerskie i inne. W pogoni za kolejnymi piwami nie spędziłem tam szczególnie dużo czasu. Nie zabrakło też oczywiście koncertów, odbywających się prawie bez przerwy równolegle na dwóch scenach.

Strefa Beer is Art.

Strefa Beer is Art.

W mediach społecznościowych można przeczytać sporo narzekań jeśli chodzi o strefę gastronomiczną. Organizatorzy tym razem poszli w bardziej wyszukane jedzenie, co przełożyło się na otwarcie jej dopiero o godzinie 21 i podobno na początku trzeba było odstać swoje w niemałej kolejce. Ja na imprezę przyszedłem najedzony, a kiedy zgłodniałem problem już nie istniał. Lekkie zdziwienie na mojej twarzy wywołał jedynie fakt, że zamawiając tę samą kiełbasę w trakcie i na końcu trwania festiwalu, za drugim dostałem zupełnie inną, bez cebuli i innych dodatków. Rozumiem, że to była już sama końcówka, ale mogłem przy zakupie zostać chociaż o tym fakcie poinformowany. To jednak tylko detal, na który machnąłem ręką, bo na imprezę piwną przychodzę przede wszystkim na piwo, a nie żeby jeść.

Podsumowanie

Minioną, trzecią edycję BGM uważam za równie dobrą, a może nawet lepszą niż poprzednią. Na chwilę obecną jest to mój ulubiony festiwal piwny w Polsce. Na największy plus zasługuje fakt wprowadzenia stałej opłaty za swobodną degustację. Mam nadzieję, że pomysł ten się utrzyma, nawet kosztem wyższej ceny, którą za taką swobodę gotów byłbym zapłacić. Organizatorom gratuluję wykonywania kawału dobrej roboty i z niecierpliwością czekam na kolejną edycję.