Beer & Food Festival 2016

W ubiegły weekend w Poznaniu odbył się Beer & Food Festival. Miejsce i ideę opisywałem przy okazji poprzedniej edycji. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Piwo + food trucki + Stara Rzeźnia. I dobrze, bo ostatnio wszystko sprawdziło się jak trzeba. Zmieniła się za to nazwa, gdyż przed rokiem wydarzenie to nazywało się Beer Friends Festival. Jak zaprezentował się BFF w nowej odsłonie?

Beer & Food Festival 2016

Zmiany

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że festiwal zanotował spory postęp. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to znaczący wzrost liczby browarów reprezentowanych osobiście przez piwowarów czy właścicieli. Normalna rzecz na każdym dużym festiwalu piwnym, której brakowało rok temu. Pokazuje to, że browary zaczęły traktować Beer & Food Festival poważniej. Co prawda to wrażenie może być nieco wyolbrzymione, bo przybyło nam kilka inicjatyw kontraktowych z samego Poznania, więc ciężko żeby ich reprezentacja nie pojawiła się we własnej osobie. Mimo wszystko, można było też wypatrzyć kilka znajomych twarzy spoza stolicy Wielkopolski, których zabrakło w ubiegłym roku.

Kolejna sprawa to ukierunkowanie się bardziej na piwo rzemieślnicze. Rok temu rzemieślników oczywiście nie zabrakło, ale natknąć można było się również na stoisko Książęcego, a cały teren zawalony był parasolami Lecha. W tym roku obyło się bez tego wszystkiego. Parasole Lecha zastąpił startujący niedługo w Poznaniu browar Ułan, który reklamował się na różnorakie sposoby, a najbardziej groteskowy wystawca to nie kto inny jak Browar EDI, do którego obecności na takich festiwalach wszyscy zdążyli się już chyba przyzwyczaić i kwitują ją tylko chłodnym uśmieszkiem.

Beer & Food Festival 2016

Pojawiło się też trochę więcej premier. Nie jest to oczywiście nadal poziom topowych polskich festiwali, ale też nie o to chodzi. Beer & Food Festival jest imprezą bardziej niezobowiązującą i przyciągającą dużo ludzi, którzy nie są na co dzień specjalnie zainteresowani piwem rzemieślniczym. Przy tej ilości stoisk nikt z nich na wybór nie mógł narzekać.

Wydaje mi się, że frekwencja również nieco bardziej dopisała. Nie zapowiadał tego może piątek, gdzie ruch był raczej średni a sporo osób odstraszyły przelotne opady, ale sobota nadrobiła z nawiązką. W szczytowych godzinach główne przejścia robiły się już niekomfortowo ciasne i dosyć zakorkowane.

Piwo i jedzenie

Z wypitych przeze mnie piw wyróżnił się na pewno Bamber z Szałupiw z dodatkiem wiśni. Jest to klasyczny bawarski hefe-weizen, w którym wiśnie w ciekawy sposób skomponowały się z intensywnym aromatem bananów pochodzącym od drożdży. Piwo nasuwało mi skojarzenia z budyniem i nie można mu odmówić oryginalności. Na stoisku browaru Setka spróbować można było Gose w aż ośmiu różnych wersjach owocowych. Od klasyków takich jak wiśnia i malina po kiwi i rabarbar. Z tych które spróbowałem jedne były ciekawsze, inne mniej, ale i tak brawa za inicjatywę. Mieliśmy też okazję po raz pierwszy spróbować wyrobów powstałego niedawno w Warszawie browaru Palatum. Pierwsze dwa piwa to bardzo przyzwoita AIPA i niestety zupełnie niestylowy Witbier. Na wyróżnienie zasługuje jeszcze Cudowne Rozmnożenie z Pracowni Piwa, czyli grodziskie nachmielone lekko po amerykańsku oraz From Dusk z kooperacji właśnie Pracowni i Kingpina. Po festiwalu zmienił się również lider w rankingu najgorszych piw jakie miałem okazję w życiu spróbować. Pierwsze miejsce po zdeklasowaniu konkurencji zajmuje teraz miętowy EDI.

Beer & Food Festival 2016

Jeśli chodzi o jedzenie – wybór był nieco większy lub podobny jak rok temu. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Moimi faworytami zostało rewelacyjne burrito z Panczo oraz frytki belgijskie z Fabryki Frytek.

Podsumowanie

Beer & Food Festival notuje spory postęp i nadal jest bardzo fajną inicjatywną w piwnym kalendarzu. Niezobowiązujący klimat, ciekawa lokalizacja ze sporą ilością przestrzeni na świeżym powietrzu, dobre piwo i jedzenie, czego chcieć więcej? Do tego wydaje się, że ma on spory potencjał wciągania w piwo rzemieślnicze ludzi, którzy nie są na co dzień zaznajomieni z tematem. Oby tak dalej. A jeśli komuś nie chce się czekać rok na kolejną edycję, to warto zapoznań się z ogłoszonym niedawno Poznańskim Trawnikiem Piwnym, który też zapowiada się jako ciekawa odskocznia od wielkich festiwali.

P.S. Wybaczcie jakość zdjęć, ale tym razem mocna improwizacja.